czwartek, 6 lutego 2025

 

Brutalista – za długi epos.


 

Wspaniały film Brady Coberta, nagrodzony srebrnym lew na międzynarodowym festiwalu w Wenecji. Inny niż dominujące dzisiaj kino.

 The Brutalist opowiada o emigracji do Stanów Zjednoczonych architekta László Tótha (Adrien Brody), Żyda ocalałego z obozu w Buchenwaldzie. Tóth utrzymuje kontakt listowny ze swoją żoną Erzsébet (Felicity Jones). By stanąć na nogi dociera do swojego przyjaciela Attili (Alessandro Nivola). Po kilku perypetiach z tym ostatnim, ostatecznie zaznajamia się z miliarderem Lee van Burenem (Guy Pearce) który wyznacza mu ważne zadanie zbudowania Centrum dla lokalnej społeczności. Reżyserem i producentem filmu jest Brady Cobert, znany z Childhood of the Leader (2015) oraz Vox Lux (2018), scenariusz napisał on sam razem z partnerką życiową Moną Fastvold. Jest to trzeci film, który wspólnie napisali.




Dialogi i postacie wyglądały na bardzo autentyczne, mimo ich całkowitej fikcyjności. Co ciekawe, podobno Cobert posłużył się AI by wzmocnić zagraniczny akcent aktorów. Można było odnieść wrażenie, że główne role grały naprawdę osoby pochodzenia węgierskiego. Fabuła, jak na film historyczny również była bardzo autentyczna. Wizja reżysera była ogromna w swoim rozmachu, myślę że udało mu się zwrócić uwagę publiczności. Tempo filmu było bardzo wolne, ciężko było usiedzieć przez 3 i pół godziny z pełną uwagą, co było jego główną wadą. Jego trwanie. Na szczęście w połowie, miała miejsca 15 minutowa przerwa, dzięki której można było trochę odetchnąć z wrażeń.  Stylistyka była bardzo awangardowa, co chwila sceny były cięte krótkimi montażami. Wszyscy aktorzy grali całkiem dobrze, ale i tak główne skrzypce należało do Brody’ego, w swojej kolejnej życiowej roli po Pianiście. Zwraca uwagę podobieństwo obu tych kreacji. Postać László Tótha jest głęboko przejmująca, aczkolwiek trochę zbyt podobna do roli Władysława Szpilmana. Jeżeli chodzi o scenariusz, to jak już pisaliśmy Cobert odrobił razem z partnerką, lekcję historii i przedstawił bardzo prawdopodobne losy emigranta próbującego osiągnąć swój American Dream. Tylko trwało to za długo, mimo to polecamy film dla wszystkich zmęczonych ciągłymi filmami o superbohaterach.

czwartek, 16 stycznia 2025

Shylock albo żydowski problem Shakespeare’a

Czy Shakespeare był antysemitą? Jaka była rola jego kreacji Shylocka, kupca weneckiego w historii stosunków angielsko — żydowskich? Czy postać przedstawiona przez niego odpowiadała realiom epoki?



Fabułę Kupca weneckiego można streścić następująco: Antonio pobiera dług u Shylocka na trzy tysiące dukatów za swojego przyjaciela Bassania. Karą umowną było wycięcie funta ciała Antonio przez Shylocka. Jessica jest zakochana w Launcelocie, swym słudze, który zmienia sobie pana na z Shylocka na Bassania. Jessica chce zostać chrześcijanką. Kocha też Lorenza.  Ucieka z domu. Antonio stracił swój okręt. Shylock rozmawia z Solanio i Salerio n.t. ucieczki córki i zatonięciu okrętu. Porównują Shylocka do diabła. Podkreślają jakościową różnicę między nim a jego córką. Shylock przedstawiony jest jako osoba najbardziej zainteresowana odzyskaniem swoich pożyczonych pieniędzy. Chce się zemścić, podobnie jak mszczą się chrześcijanie na Żydach. Bardziej martwi się utraconymi klejnotami niż córką. Cieszy z bankructwa Antonio, by móc go torturować. Chce, by Antonio zniknął z Wenecji, dzięki czemu będzie mógł handlować bez przeszkód. Jessica pojawia się w Belmoncie razem z Lorenzo. Wszystkie statki z towarem Antonia toną. Salerio powoduje, że wstawia się Antoniem cała arystokracja Wenecji, to jednak nie pomaga. Shylock woli mieć ciało Antonia. Antonio przedstawiony niczym potomek Rzymian. Rozmowa Antoniego i Shylocka w więzieniu, Shylock chce mieć swój rewers. Shylock nienawidzi Antonia, ponieważ ten wyzwalał z długu, jego dłużników. Grzech Jessiki polegający na byciu córką Żyda. Zbawiona przez małżonka – chrześcijanina. Jessica żoną Lorenzo. Sąd przed stronniczym faworyzującym Antonio księciem. Zawziętość Shylocka to jedynie kaprys. Piętno okrucieństwa. Bassanio gotów dać 6 tysięcy dukatów za Antonia. Shylock mimo to, pragnie swojego rewersu. Shylock chce wypełnić prawa Wenecji do końca. Shylock ostrzy nóż, by wyciąć funt ciała Antonia. Porcja w przebraniu, jako Baltazar przesłuchuje Antonia i Shylocka. Litość vs sprawiedliwość.  Porcja wygłasza wyrok zgodnie z prawem, Shylock może odebrać funt ciała, ale nie może splamić krwią chrześcijańską Wenecji. Nieprzychylny wyrok dla Shylocka musi zostać chrześcijaninem i przekazać połowę majątku Lorenzo i córce.

 Wzięcie Funtu ciała jest potwierdzone w opowieściach, mniej więcej z tego samego czasu. W Vita di Sisto Quinto opisano jakoby w 1585 roku, w Rzymie, chrześcijański kupiec założył się z Żydem Sansonem Caneda, o tysiąc dukatów przeciwko funtowi ciała, że nieprawdą było, jakoby Drake zdobył San Domingo. Caneda przegrał i jedynie interwencja papieża uchroniła go przed wypełnieniem wyroku. Opowieść ta, uważana jest dzisiaj za fikcję literacką podobnie jak dzieło Shakespeare’a. Imiona żydowskich postaci, takich jak sam Shylock, jego córka Jessica oraz Tubal, Shakespeare zaciągnął najprawdopodobniej, z Biblii, z księgi Rodzaju. Nic nie wiadomo aby, Żydzi w Wenecji, w czasach nowożytnych nosili takie imiona. Co ciekawe wydaje się, że Shakespeare nadał nieżydowskim bohaterom imiona z kręgu żydowskiej nomenklatury, Bassan(i)o jest uważane za charakterystycznie żydowskie imię, podobnie jak Gratiano (Graziano).

 Weneccy Żydzi dzielili się na trzy grupy: Pierwsza pochodziła z półwyspu iberyjskiego i składała się głównie z uchodźców, druga składała się z ludzi pochodzących z Lewantu. Trzecia i najbardziej widoczna na ulicach Wenecji była grupa wywodząca się z Niemiec, Nazione Tedesca. Możemy domyślać się, że Shylock pochodził z trzeciego, najliczniejszego ze wszystkich odłamu. Ponieważ zajmował się lichwą. Iberyjczycy i Lewantyńczycy zajmowali się natomiast handlem. Tylko przedstawiciele Nazione Tedesca zmuszeni byli do zajmowania się pożyczaniem pieniędzy na procent. Opis Jessiki, córki Shylocka, jako obleczonej w złoto, również jest prawdziwy. Większość biżuterii oraz innej podobnej materii pochodziła z zastawów. Członkowie Nazione Tedesca jako jedyni z trzech grup byli najbardziej zasymilowani we włoskim środowisku. Z racji najdłuższego pobytu w Wenecji. Posługiwali się językiem włoskim bez problemów. Również nazwanie Shylocka „cudzoziemcem” jest zgodne z prawami weneckimi, zgodnie z którymi Żydzi uważani byli za obcokrajowców, nawet wtedy, gdy urodzili się w Wenecji.

Wiemy także, gdzie Shylock konkretnie mieszkał. Prawdopodobnie było to tak zwane Ghetto Nuovo, otoczone ze wszystkich stron kanałami oddzielającymi je od pozostałych terenów Wenecji. Przedstawiciele Nazione Tedesca zostali tam zamknięci w 1516 roku. Shylock raczej nie mógł poruszać się poza okręg getta, więc zakładana przez Shakespeare’a kolacja, w której miał wziąć udział razem z Antoniem i Bassaniem jest mało prawdopodobna. Władze zabraniały również, by Żydzi posiadali służących wyznania chrześcijańskiego – co stawia położenie Launcelota Gobbo, chrześcijańskiego sługi Shylocka w kłopotliwym świetle.

Tak dość duża trafność szczegółów pokazuje, że Shakespeare zapamiętał wiele ze swojej wizyty razem ze swoją kompanią aktorską w Italii w 1593 roku.

Pozostaje pytanie, czy Shakespeare był antysemitą oraz do jakiego stopnia i czy w ogóle Kupiec wenecki jest tekstem antysemickim? Na ten temat napisano wiele słów i wylano jeszcze więcej atramentu. Słowo Żyd pojawia się 58 razy w tekście. Jego warianty, takie jak Żydówka, Żyda, Żydzi i żydowski występują w nim razy 14. Ogółem w Kupcu weneckim występują 74 razy, słowa odnoszące się do  etnonimu Żyd oraz pokrewnych określeń. Shylock nazywany jest po imieniu jedynie 17 razy. Słowo Żyd, jeżeli występuję, zawsze niesie ze sobą negatywne konotacje. Na przykład, nawet, wtedy kiedy, z założenia Shylock i Antonio przedstawieni są jako stojący na równej stopie, Shylock ciągle określany jest jako Żyd. Weźmy scenę sądu, w której Portia zwraca się do niego po imieniu tylko dwa razy. Przez używanie generalnych określeń, tracimy obraz Shylocka jako jednostki. Słowo Żyd zawsze miało negatywne konotacje, im częściej było używane, tym mniej było neutralne.

W Akcie I scenie 3 Antonio zwraca się do Shylocka – „Spiesz dobry Żydzie. Ów Hebrajczyk będzie Chrześcijaninem. Staje się serdeczny”. Zwraca uwagę cyniczna wyższość, z jaką Antonio wyraża się o Shylocku. Sugerowanie, że Shylock się poprawi, o ile przyjmie chrześcijaństwo jest świadectwem wyższości nie tylko nad Shylockiem, ale Żydami jako ogółem. Słowa te są dowodem chrześcijańskiego supersesjonizmu nad Judaizmem. Cała sztuka pełna jest takich przytyków, zgodnie z logiką których, Shylockowi przyznana jest pewna miara człowieczeństwa, ale jeżeli tylko staje się on niebezpieczny dla bohaterów, ten typ łagodnego antysemityzmu zmienia się w gorszy, bardziej destrukcyjny.
W innych miejscach Shylock porównywany jest do diabła, przez Launcelota Gobbo – „Jeśli usłucham sumienia, pozostanę z Żydem, mym panem, który (Boże błogosław mnie grzesznemu) jest swego rodzaju diabłem; a jeśli ucieknę od

Żyda, wówczas usłucham złego ducha, który (uczciwszy wasze uszy) jest diabłem we własnej osobie: lecz bez wątpienia ów Żyd jest wcieleniem diabła ”. Ten przydługi passus odwołuje się do dobrze znanego średniowiecznego stereotypu, zgodnie z którym Żydzi są rzeczywiście wcieleniami diabła. Pojawiał się on m.in. we wcześniejszych angielskich dramatach.

 Antonio również podtrzymuje obraz Shylocka jako potężnej diabelskiej siły, gdy mówi – „Nie zapominaj, że wiedziesz spór z Żydem. Cóż, równie dobrze może brzeg odejść i prosić przypływ żeby się obniżył, i równie dobrze możesz pytać wilka czemu dał owcy jagnię opłakiwać: I równie dobrze możesz wzbronić świerkom, by nie szumiały na wierzchołku góry, kiedy uderza w nie wicher z niebiosów.” Logiczną konkluzją takich sentymentów, jest to, że trzeba go w jakiś sposób powstrzymać. Symbolem zła w Kupcu weneckim jest żydowskość, której ucieleśnieniem jest Żyd w postaci Shylocka.

Niektórzy interpretatorzy odbijają oskarżenie o antysemityzm poprzez pokazanie, że tak naprawdę obraz Shylocka namalowany przez Shakespeare’a jest głęboko ludzki i humanistyczny. Odwołują się przy tym, do słynnej deklamacji „Czyż Żyd nie ma oczu, czyż Żyd nie ma rąk..”. Zgodnie z tym argumentem wszystkie słowa Shylocka przeciwko Chrześcijanom są nieskazitelne, a jego postawa wynika z pozycji w jakiej ustawił go chrześcijański świat. Jest to argument wywodzący się z czasów Romantyzmu.

W rzeczywistości słowa te według innych krytyków są zwykłym usprawiedliwieniem rewanżu. Zgodnie z ową szkołą, Shylock właściwie nie jest pełnokrwistą postacią a jedynie sumą toposów, wywodzącą się ze starych moralitetów albo commedii dell’arte. Bliższa prawdy jest chyba druga opcja. Shylock jest jedynym czarnym charakterem w sztuce. Jest zimnym, bezdusznym mordercą. Świadczą o tym słowa, zgodnie z którymi także jest człowiekiem, bo chce się zemścić za wyrządzone krzywdy. Tymczasem, tak naprawdę Shylock jest okrutny i potworny, jak żaden inny człowiek. Kontrast między zdolnością do miłości a okrucieństwem, stawia go jeszcze bardziej w nieprzychylnym świetle. Krótko mówiąc, Shylock jest całkowitym złoczyńcą i to jest główna cecha, którą się charakteryzuje. Na dodatek żydowskość jeszcze bardziej pogłębia jego niegodziwość.

Mimo to, publiczność i czytelnicy odkrywają, że na koniec jednak mu współczują. Człowieczeństwo Shylocka wpływa tak naprawdę dopiero na końcu, w scenie sądu. Stają się świadomi zmiany, jaka jest na nim wymuszona, staje się on nie tylko nie spełnionym złoczyńcą, ale także cierpiącym człowiekiem.

Podsumowując Shakespeare, nadając Shylockowi człowieczeństwo na końcu swojej sztuki, zaprzecza diabolizmowi będącemu jego główną cechą podczas trwania całego utworu. Żyd został użyty po to, by poinstruować chrześcijańskich czytelników i publiczność o potencjalnym i koniecznym źle rasy Shylocka. Został użyty po to, by pokazać, że Żyd posiadający władzę jest straszną rzeczą do oglądania. Sztuka pokazuję, na przykładzie córki Shylocka, że jedynym dobrym Żydem, jest ten, który przejdzie na Chrześcijaństwo. Sprzeczność pojawia się mimo antysemickiego tonu utworu. Shakespeare pokazał z jednej strony, że Żyd jest nieludzki przez dramatyczny i silny charakter zła Shylocka, a z drugiej wydaje się zmuszony przyznać, że Żyd także jest człowiekiem.

Kłopotliwym aspektem Kupca weneckiego są następujące sprawy. Jeżeli Shakespeare wiedział, że Żydzi są istotami ludzkimi jak inni ludzie i zakończenie utworu wskazuje, że wiedział – i jeżeli wiedział, że byli nie tylko roznosicielami zła, ale stworzeniami ludzkimi ze swoimi słabościami i zaletami, wtedy cała ta sztuka jest zdradą prawdy. Użycie jej po to wywołać uczucia odrazy w stosunku do Żydów, jednocześnie wiedząc, że portret rasy przedstawiony w ten sposób jest nieprawdziwy, jest głęboko kłopotliwe. To jest tak, jakby Kupiec wenecki był antysemickim dramatem napisanym przez autora, który nie jest antysemitą, ale autorem który, jest gotowym użyć antysemickich stereotypów dla swoich artystycznych i wyrachowanych celów.

piątek, 22 listopada 2024

Ostatnie dwie części filmowego Hobbita: czyli jak przedobrzyć 


Byłem bojowo nastawiony na kolejne dwie części Hobbita, po obejrzeniu pierwszej,  jednakże ich długość trochę mnie dobiła...

 Właściwie wrażenia były takie same jak po Jedynce. Problemem były przydługie wstawki łączące fabułę z Władcą Pierścieni, nic do nich nie mam, ,bo to był wspaniały pomysł, jednakże były niepotrzebnie długie. Trochę zaburzając właściwą akcję, czy adaptację Hobbita. Nie mam nic przeciwko romansowi Krasnoluda z Elfką, jakkolwiek zdaje sobie sprawę, że dla niektórych to bardzo kontrowersyjny pomysł. Mam wrażenie że większą uwagę skierowano na akcję, niż na budowę postaci, po za tym przemiana charakteru Thorina Dębowy Tarczy wyglądała trochę słabo. Ciągłe zbliżenia na twarz, jednak nie pomagały za bardzo.

oba filmy oceniam na

6/10

sobota, 16 listopada 2024


Hobbit: Niezwykła Podróż - Wrażenia po seansie.


Czy Hobbit Petera Jacksona dorównał książce? Czy osiągnął swój cel? Czy ja jako widz byłem zadowolony? Czy nie był zbyt krindżowaty?


 Muszę przyznać, że jako fan twórczości Tolkiena początkowo byłem zażenowany filmem i nawet nie chciałem tracić czasu na jego oglądanie. Wygląd Krasnoludów był jednym z problemów dręczących moje zmysły. W głowie miałem raczej przedstawienia Krasnoludów z Hobbita, wydanego wraz z ilustracjami i szkicami Alana Lee. Wygląd ich nie odpowiadał moim wyobrażeniom, przez to film był niewarty oglądania. 

Po wielu latach postanowiłem jednak dać szansę Peterowi Jacksonowi i jego podopiecznym. Myślę że nie żałuje. Mogę od razu powiedzieć, że wydaje mi się iż nowo zelandzkiemu reżyserowi udało się uchwycić ducha książki, jednocześnie nie adaptując jej w niewolniczy sposób. 

Muszę przyznać, że Krasnoludy i ich królestwo w Ereborze, skojarzyło mi się mocno ze steampunkiem. Styl reżyserii i praca kamery, oczywiście jest znakiem charaktrestycznym Petere Jacksona, szczególnie długie, monumentalne ujęcia od dołu i od góry. Wizja Jacksona zaczęła do mnie przemawiać w momencie gdy zabrzmiał: Far over the Misty Mountains.
 
Wśród kreacji aktorskich należy wyróżnić szczególnie Bilba (Martin Freeman) i Thorina Dębowej Tarczy (Richard Armitage), choć pozostałe postaci Krasnoludów i Gandalfa nie pozostaja daleko w tyle, szczególnie w scenach zbiorowych. Dialogi były mocną stroną filmu. 

Fabuła jest czy bardziej zgodna z książką, wszelkie odchyły jakie są dla mnie akceptowalne. Efekty specjalnie były podobne do tych z adaptacji Władcy Pierścieni. Atmosfera filmu odpowiada atmosferze książki - czyli jest doskonałą przygodą. Wesołe piosenki dodały filmowi efekt musicalowy, nieobecny we Władcy Pierścieni. Nadmiar efektów CGi, nie odbierał, na szczęście,  wrażenia realności. Krajobrazy Nowej Zelandii, podobnie jak we Władcy, były wspaniałe i zapierały dech w piersiach. 

Myślę że jeżeliby porównać pierwszą część filmowej trylogii Władcy Pierścieni, wrażenia byłyby podobne. 

Stawiam 8/10 

8, bo niektóre sceny walki były zbyt naciągane. 



wtorek, 9 lipca 2024

Teatr XXI wieku

 Od kiedy jestem wolontariuszem Dziennika Teatralnego, czyli od dłuższego czasu, pisania recenzji i felietonów, przyszła mi do głowy pewna myśl.

Mianowicie, że czytanie recenzji czy to w formie papierowej (która nie oszukujmy, się umiera albo już umarła) albo w cyfrowej, nie jest zbyt atrakcyjne. Żeby zachęcić młodzież i dzieci do Teatru przez duże T, trzeba wyjść do ich potrzeb i uaktualnić własne metody.

Dobrze byłoby, gdyby teatry zaraz po premierze, którą powinny nagrywać, umieszczały spektakle w sieci (najlepiej na równoważniku dawnej telewizji, czyli Youtube albo serwisie streamingowym typu Netflix albo czymś podobnym). Przez pierwsze kilka tygodni, by obejrzeć, widz musiałby oczywiście zapłacić, ale z czasem, dana sztuka wylądowałoby w darmowym archiwum Teatru. 

Recenzenci z kolei, zamiast pisać, tworzyliby video omawiające daną inscenizację. Niczym Mieciu Mietczyński. Taka forma jest dobra, łatwo przystępna i masowa. 

poniedziałek, 10 czerwca 2024

Teatr Imka

 Och i Teatr Imka nie zaprosił mnie na premierę przedstawienia Ogrodnik 7 czerwca bieżącego roku. Jak miło z ich strony. Dyrektorem Teatru jest Tomasz Karolak.

Śmierć Internetu

 Internet jest martwy.


 Dlaczego internet nie żyje? Wszystko co wartościowe w internecie zamienione zostało na algortym, słowa kluczowe, tagi, metatagi, marketing, branding, content, platofrmy opiniotwórcze, organy państowe i ponad-państwowe, media społecznościowe, korpo nimi zarządzające, farmy trolli, politycyzację, partyjaniactwo, nazizm, komunizm, wokizm, liberalizm, konserwatyzm, dziadostwo i dziecinadę. Wcześniej internet był miejscem wolności, w której mogłeś się schronić przed wszelką władzą i autorytetami niczym bukanierzy na Tortudze i w Port-Royal, teraz stał się więzieniem w którym rządzą spin-doktorzy, oszuści, aktywiści a przede wszystkim politycy i miliarderzy.

"Back in the day it was just a bunch of anonymous geeks in their own little tight-knit communities engaging with stuff they liked. Now it's all about hustling,crafting your personal brand, and playing the algorithms on all of like five sites to get famous enough to peddle shitty products, sponsorships, and political agendas.

I know there are some old timers and enthusiasts still around, but the true freedom of the Internet is long gone."





  Brutalista – za długi epos.   Wspaniały film Brady Coberta, nagrodzony srebrnym lew na międzynarodowym festiwalu w Wenecji. Inny niż d...