Od kiedy jestem wolontariuszem Dziennika Teatralnego, czyli od dłuższego czasu, pisania recenzji i felietonów, przyszła mi do głowy pewna myśl.
Mianowicie, że czytanie recenzji czy to w formie papierowej (która nie oszukujmy, się umiera albo już umarła) albo w cyfrowej, nie jest zbyt atrakcyjne. Żeby zachęcić młodzież i dzieci do Teatru przez duże T, trzeba wyjść do ich potrzeb i uaktualnić własne metody.
Dobrze byłoby, gdyby teatry zaraz po premierze, którą powinny nagrywać, umieszczały spektakle w sieci (najlepiej na równoważniku dawnej telewizji, czyli Youtube albo serwisie streamingowym typu Netflix albo czymś podobnym). Przez pierwsze kilka tygodni, by obejrzeć, widz musiałby oczywiście zapłacić, ale z czasem, dana sztuka wylądowałoby w darmowym archiwum Teatru.
Recenzenci z kolei, zamiast pisać, tworzyliby video omawiające daną inscenizację. Niczym Mieciu Mietczyński. Taka forma jest dobra, łatwo przystępna i masowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz