Brutalista – za długi epos.
Wspaniały film Brady Coberta, nagrodzony srebrnym lew na
międzynarodowym festiwalu w Wenecji. Inny niż dominujące dzisiaj kino.
The Brutalist opowiada o emigracji do Stanów
Zjednoczonych architekta László
Tótha (Adrien Brody), Żyda ocalałego z obozu w Buchenwaldzie. Tóth utrzymuje
kontakt listowny ze swoją żoną Erzsébet (Felicity Jones). By stanąć na nogi
dociera do swojego przyjaciela Attili (Alessandro Nivola). Po kilku perypetiach
z tym ostatnim, ostatecznie zaznajamia się z miliarderem Lee van Burenem (Guy
Pearce) który wyznacza mu ważne zadanie zbudowania Centrum dla lokalnej
społeczności. Reżyserem i producentem filmu jest Brady Cobert, znany z Childhood
of the Leader (2015) oraz Vox Lux (2018), scenariusz napisał on sam razem z
partnerką życiową Moną Fastvold. Jest to trzeci film, który wspólnie napisali.
Dialogi
i postacie wyglądały na bardzo autentyczne, mimo ich całkowitej fikcyjności. Co
ciekawe, podobno Cobert posłużył się AI by wzmocnić zagraniczny akcent aktorów.
Można było odnieść wrażenie, że główne role grały naprawdę osoby pochodzenia
węgierskiego. Fabuła, jak na film historyczny również była bardzo autentyczna.
Wizja reżysera była ogromna w swoim rozmachu, myślę że udało mu się zwrócić
uwagę publiczności. Tempo filmu było bardzo wolne, ciężko było usiedzieć przez
3 i pół godziny z pełną uwagą, co było jego główną wadą. Jego trwanie. Na
szczęście w połowie, miała miejsca 15 minutowa przerwa, dzięki której można
było trochę odetchnąć z wrażeń. Stylistyka
była bardzo awangardowa, co chwila sceny były cięte krótkimi montażami. Wszyscy
aktorzy grali całkiem dobrze, ale i tak główne skrzypce należało do Brody’ego,
w swojej kolejnej życiowej roli po Pianiście. Zwraca uwagę podobieństwo obu
tych kreacji. Postać László Tótha jest głęboko przejmująca, aczkolwiek trochę
zbyt podobna do roli Władysława Szpilmana. Jeżeli chodzi o scenariusz, to jak
już pisaliśmy Cobert odrobił razem z partnerką, lekcję historii i przedstawił
bardzo prawdopodobne losy emigranta próbującego osiągnąć swój American Dream.
Tylko trwało to za długo, mimo to polecamy film dla wszystkich zmęczonych
ciągłymi filmami o superbohaterach.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz